Moja duńska Syberiada (cz. 1)

Data dodania: 16-12-2016 11:59 Inspiracje Ilość komentarzy:

Do Danii przyjechałam w lato, pierwotnie po to, żeby wczuć się w klimat tego północnego kraju. Dla mnie Skandynawia nigdy nie była opcją. Kiedy myślałam o studiach, w głowie miałam tylko jedno - Londyn.

Tak się jednak złożyło, że poznałam kogoś wyjątkowego, komu mogli mnie powierzyć rodzice (jak to staroświecko brzmi, ty mi dasz owce, ja tobie córkę). Tylko że w UK miałam studiować dyplomację, w Danii - grafikę komputerową i design. Stanęłam przed poważną życiową decyzją; nieznana Anglia z „niepewnym” kierunkiem, czy bezpieczna, kochająca Dania, gdzie będę studiowała coś, co w przyszłości zapewni mi pozycję na rynku pracy? Dla mojej ziemskiej miłości musiałam zostawić tę platoniczną i odsunęłam Londyn na dalszy plan. Zaraz po maturach spakowałam walizki i pojechałam do pracy w mieście, gdzie studiował mój chłopak. Do tej pory szczerze nienawidzę Aalborga. To były chyba dwa najcięższe miesiące mojego życia. Dwa miesiące deszczu, pracy na nocnych zmianach, powrotów do domu o 3 nad ranem (rowerem), walki z moim śmiesznym akcentem i z samą sobą.

PODRÓŻ DO AARHUS

Kiedy lato dobiegło końca, wróciłam do Polski, żeby zabrać resztę swoich rzeczy i pożegnać przyjaciół. Wiedziałam, że czeka na mnie coś ogromnego, co na zawsze zmieni moje życie. Miałam dosyć egzystowania w malutkim mieście bez absolutnie żadnych perspektyw i byłam w pełni gotowa na przeprowadzkę. Moja podróż do Aarhus trwała około 19h, w sumie przejechaliśmy autem jakieś 1600 km. Kiedy mój tata, brat i ja dojechaliśmy do Szczecina, gotowi wsiadać na prom, okazało się że paszport mojego brata jest nieważny. Pierwsze podejście i już klapa. Jedną z moich specjalnych umiejętności jest płacz na zawołanie, więc zaczęłam ryczeć prosto przed twarzą celnika. Nie pomogło, kobieta miała nerwy ze stali. Mój brat zaczął płakać, tyle że naprawdę. Armagedon. Nazajutrz zaczynały mi się zajęcia, „Open day” mnie minął i zaczęłam wpadać w panikę. Mój tata zostawił firmę pod okiem jakiegoś imbecyla, Olek miał zaraz szkołę i wszystko wymykało się spod kontroli. Wycofaliśmy auto i odjechaliśmy w poszukiwaniu rozwiązań. Przejechaliśmy 150 km do Kołobrzegu, żeby tam zostawić mojego brata u szalonej ciotki, z którą nigdy nie rozmawiamy. Oczywiście Olek odprawiał histerię, że nie chce, bo ciotunia dziwnie pachnie i pyta go o szkołę, a w ogóle to on jedzie  z nami, bo tym razem na pewno nie będą nas legitymować. Po 13h jazdy ja i mój tata mieliśmy całe 3h snu, po których wsiedliśmy w auto, znowu przejechaliśmy 150km i na prom do Szwecji.

SERIA NIEFORTUNNYCH ZDARZEŃ

Z chorobą morską jest tak, że nie wiesz czy ją masz, dopóki nie wypłyniesz na otwarte morze.

No właśnie.

W Szwecji wylądowaliśmy po godzinie 20. Padał deszcz, na całej drodze z Malmo na Orresund porozstawiano znaki wskazujące na roboty drogowe. Ale nie jakieś zwykłe malowanie pasów, tylko zrywanie całej szwedzkiej infrastruktury drogowej, zmiana przepisów ruchu i wymiana na lewostronność. Zrobiło się ciemno i zaczął padać deszcz. Nie działały nam wycieraczki. GPS nie chciał współpracować, więc zostałam honorowym nawigatorem rodziny. Całą drogę odmawiałam Litanię do Najświętszego Serca Bożego i obiecałam, że jeśli dojedziemy na miejsce w jednym kawałku, to w przyszłym roku idę w pierwszym rzędzie w pielgrzymce na Jasną Górę. W międzyczasie zaczęło nam brakować wody i prowiantu, morale spadały. Kiedy dojechaliśmy do mostu, tata musiał wydać połowę mojego posagu, żebyśmy mogli przejechać do upragnionej Danii. Na miejscu byliśmy o 3 nad ranem. Koło 7.00 patrzyłam na odjeżdżające auto taty i zrobiło mi się jakoś nostalgicznie. Koniec końców przeżyliśmy, a ja zostałam sama w pokoju z pustym biurkiem, kartonami pełnymi ciuchów, materacem z którego uciekało powietrze i głową pełną pomysłów na to, co przyniesie jutro.

A było na co czekać.

Ciąg dalszy nastąpi:) 

Wiesz, że Elab Magazine jest częścią Elab Education Laboratory - organizacji pomagającej za darmo uczniom i studentom w aplikacji do Wielkiej Brytanii, Danii i Holandii? Zajrzyj na stronę www.kierunki.elab.edu.pl, by dowiedzieć się co możesz studiować! Jeśli myślisz o najlepszych uniwersytetach na świecie odwiedź stronę www.elabfundacja.pl

Twoje możliwości nie kończą się tylko w Polsce - pamiętaj o tym.


Jak przetrwać? 7 zasad obowiązujących związki na odległość

Kilometry mogą zrujnować nawet najbardziej zażyłą relację między dwojgiem ludzi. Jeśli to akurat one stanęły wam na drodze do szczęścia, musicie powziąć odpowiednie środki ostrożności, aby uniknąć najgorszego. Jeszcze zatęsknicie za pospolitymi kłótniami o to, kto dziś zmywa po obiedzie.

Lifestyle

Sex-shop - tabu czy przystanek między Zarą a H&M?

Czym dziś dla Polaków są seks-sklepy? Miejscami, do których wstydzą się wejść, dlatego tylko dyskretnie uśmiechają się na ich widok? Czy może zwyczajnymi punktami usług handlowych, takimi samymi, jak spożywczaki lub butiki?

Lifestyle

10 przykazań zarządzania profilem na LinkedIn.

Teraz istniejesz głównie w Internecie. Nie oszukuj się, szpiegostwo kusi, także rekruterów. Może śledzenie Facebooka aplikanta przez szefa działu HR nie jest jeszcze podstawową praktyką, ale sprawdzenie twojego profilu na LinkedIn należy wręcz do jego obowiązków.

Edu i Kariera

Moja duńska Syberiada cz. 2

Mój kampus ma 3 oddziały: dwa położone stosunkowo blisko siebie i jeden po drugiej stronie miasta. Za pierwszym razem nie miałam zielonego pojęcia dokąd iść, więc naturalnie wylądowałam na tym złym.

Edu i Kariera